Wywiad z Krystyną Jandą

Od dawna sama decyduję o swoim życiu zawodowym.

Adam Sęczkowski: Jest Pani absolwentką warszawskiego Państwowego Liceum Plastycznego. Czy zdarza się Pani czasem malować?

Krystyna Janda: Niestety, od dawna rysuję tylko pomysły na scenografie i kostiumy lub kadry przy reżyserowaniu. Ale tęsknię za malowaniem, nawet mi się śni, nie mam niestety czasu na taki luksus. Malowanie wymaga dużo czasu.

Kiedy pojawił się w Pani głowie pomysł, żeby zostać aktorką? Wychowywała się Pani w artystycznym domu?

Nie, zupełnie nie, moja mama była księgową, ojciec inżynierem. Ja miałam iść na grafikę żurnalową na łódzką lub warszawską ASP, przypadkowo poszłam z koleżanką do Akademii Teatralnej, aby jej towarzyszyć w spotkaniu dla przyszłych zdających. Doradzono, żebym zdawała ja, a nie ona, bo wstawiłam się za nią. Uznali, że mam temperament i jestem “ciekawa”, wtedy to powstał “pomysł”, który mi się spodobał, ale to był naprawdę przypadek, wcześniej nawet nie uczestniczyłam w akademiach szkolnych itd. Dostałam się na studia aktorskie, a po kilku miesiącach wiedziałam, że to naprawdę moja droga.

Zadebiutowała Pani w czasie studiów rolą Maszy Kułyginy w dramacie “Trzy siostry” Antona Czechowa w reż. Aleksandra Bardiniego w Teatrze Telewizji w 1974 roku. Masza to młoda kobieta, która marzy o wielkiej, romantycznej miłości. Czy Pani także w wieku Maszy miała podobne marzenie?

O, byłam dużo młodsza od czechowowskiej Maszy, kiedy przeżyłam pierwszą miłość. A każda pierwsza jest romantyczna. Kiedy grałam Maszę, byłam szczęśliwą mężatką w czwartym miesiącu ciąży. Potem się rozwiodłam i zakochałam śmiertelnie w moim drugim mężu. Życie bywa równie dramatyczne i bogate jak sztuka.

Film Andrzeja Wajdy “Człowiek z marmuru” powstawał w roku 1976. W Ursusie, Radomiu i Płocku doszło do protestów robotników, którzy zostali brutalnie spacyfikowani przez milicję. Czuła Pani presję wydarzeń społecznych na planie zdjęciowym?

Całe moje “świadome” życie, czyli mniej więcej od czasów liceum wiedziałam, miałam już świadomość w jakim kraju żyję, przede wszystkim wiedziałam, że nie jest to kraj wolny. Marzec 1968 roku przeżyłam też już prawie świadomie jako uczennica liceum. Potem jako studentka kontaktowałam się z opozycja polityczną. Większość mojego życia zawodowego spędziłam pod presją cenzury. A Agnieszka z “Człowieka z marmuru” jest przedstawicielką pokolenia Solidarności, pokolenia protestu i ma światopogląd tego pokolenia. Podczas kręcenia “Człowieka z żelaza” czuliśmy prawdziwą i silną presję. To była presja robotników niedawno przed rozpoczęciem zdjęć do tego filmu, strajkujących. To był film o nich.

Jaki wpływ rola Agnieszki w filmie “Człowiek z marmuru” miała na Pani karierę artystyczną i życie prywatne?

Moje role w tych obu filmach Andrzeja Wajdy, obu “Człowiekach” i w “Przesłuchaniu” Ryszarda Bugajskiego, za którą dostałam Złotą Palmę w Cannes, to do dziś i pewnie na zawsze, moja “karta wizytowa”. Byłam twarzą polskiego kina moralnego niepokoju i te role zaważyły znacząco na całym moim życiu zawodowym, pewnie także prywatnym. Ale nigdy nie odeszłam z teatru, cały czas równolegle z robionymi filmami grałam w teatrze – klasykę, rzeczy współczesne, kolejne role w Teatrze Telewizji. W sumie jest tego naprawdę dużo, a od ponad 20 lat także reżyseruję i piszę. 14 lat temu założyłam fundację i stworzyłam dwa teatry, które prowadzę. Myślę, że to wszystko jest w jakimś sensie konsekwencją tych pierwszych ról. Dostałam w tzw. międzyczasie tytuł aktorki 100-lecia polskiej kinematografii, medal za wkład w zjednoczenie Europy i tytuł Człowieka Wolności. Zakaz grania w telewizji miałam dwa razy, kiedyś za komuny po “Człowieku z marmuru” i mam go teraz.

Wystąpiła Pani w 6 filmach Andrzeja Wajdy. Poza “Człowiekiem z marmuru” był m.in. “Człowiek z żelaza”, “Dyrygent”, czy “Bez znieczulenia”. Jak wspomina Pani tego Wielkiego Mistrza polskiego kina?

Był to niewątpliwie najważniejszy człowiek w moim życiu. Spotkanie z Nim na początku mojej drogi zawodowej było wielkim szczęściem. To od Niego nauczyłam się bycia odważną artystką, człowiekiem, kobietą nawet, Polką itd… Był człowiekiem absolutnie nadzwyczajnym, niezwykle prawym i niekonwencjonalnym. Nigdy z siebie zadowolonym, sięgającym najwyżej i najgłębiej. Wielki człowiek i wielki reżyser.

W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że nie lubi się spieszyć, ale czy kariera nie wymaga pośpiechu

Śpieszę się stale, nieustannie i to mnie męczy, ale tylko tyle. Bez pośpiechu i intensywnej pracy nie udawałoby mi się podołać wszystkim obowiązkom.

Jest Pani matką trójki dzieci: córki Marii Seweryn oraz synów: Adama i Andrzeja Kłosińskich. Dostrzega Pani w dzieciach jakieś swoje cechy?

Nie wiem, nie potrafię tego ocenić, każde z nich ma silną osobowość i jest inne. Także inne ode mnie. To dorośli dziś ludzie z własnymi gustami, pasjami, sposobami na wszystko. Żyją swoim życiem. Bardzo ich kocham.

Z jaką rolą filmową lub teatralną najtrudniej było się Pani zidentyfikować?

Z Medeą, która morduje własne dzieci. Ale to chyba moja najbardziej nagradzana moja rola, uhonorowana.

Powiedziała Pani kiedyś, że “nie bawi Panią cały ten zewnętrzny świat show-biznesu i tego rodzaju “błyszczenie”. W dzisiejszych czasach większość młodych artystów chce jak najszybciej wskoczyć na piedestał i dostać się na salony. Jak Pani uważa, dlaczego jest tak niewielki odsetek osób, które uważają podobnie jak Pani?

Nie wiem, ja znam takich artystów dużo. Ta druga, pozaartystyczna strona zawodu, tak naprawdę bawi niewielu.

Co dla Pani jest ważne w Pani dekalogu wartości?

Prawda. Humanizm. Szacunek. Otwartość.

Czym jest sukces dla Krystyny Jandy?

Wolnością robienia tego o czym marzę w sposób niezależny. Od dawna sama decyduję o swoim życiu zawodowym. To niebywały luksus.

Dyrektor Teatru Powszechnego w Łodzi, Ewa Pilawska, podczas XXIV Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych w Łodzi stawiała pytanie: “Czy i jaka jest granica między artystą na scenie a artystą poza nią?”. Sytuacja społeczno-polityczna często sprawia, iż prowokuje twórców do zabrania głosu również poza sceną. Czy w tych prywatnych osądach są jakieś granice, których artysta nie powinien w swoich wypowiedziach przekraczać?

Pewnie są. Ja zawsze zabierałam głos w sprawach obywatelskich, społecznych a teraz na nowo znów politycznych. Uważam, że obrona wolności, sprawiedliwości, pokrzywdzonych, wykluczonych, chorych, potrzebujących, dzieci itd. to obowiązek ludzi publicznych.

W jednym z wywiadów powiedziała Pani: “Nie będzie wolnych wyborów. Czeka nas kilka–kilkanaście lat… absolutnie niesprawiedliwego kraju.” Skąd takie przekonanie? Czy Pani zdaniem w Polsce demokracja się skończyła

Tym razem, po raz pierwszy w życiu, jestem pesymistką. Tak, uważam, że nie ma już demokracji.

Skąd się wziął w Pani głowie pomysł, żeby zostać dyrektorem teatru

Stworzyłam fundację prowadzącą dwa teatry, to przede wszystkim. Sprzedaliśmy dom, kupiliśmy dawne kino, włożyliśmy razem z mężem i córką pieniądze rodzinne w wielki projekt dotyczący kultury w wolnym kraju. A w konsekwencji jestem dyrektorem, a raczej szefową artystyczną dwóch scen warszawskich i prezeską naszej fundacji. A zrobiłam to, ryzykując wszystko co zdobyłam przez 40 lat pracy, bo wydawało mi się, że można stworzyć instytucję kultury działającą lepiej niż te działające w strukturach oficjalnych.

Co jest najtrudniejsze w zarządzaniu teatrem

Utrzymanie go bez dotacji.

Czego wymaga i oczekuje Pani od aktorów, z którymi Pani współpracuje?

Dobrego aktorstwa, zaangażowania, gotowości do porozumienia z publicznością. Lojalności w stosunku do naszych teatrów i planów artystycznych.

Gdyby dzisiaj miała Pani zachęcić publiczność do przyjścia na spektakl do Teatru Polonia czy Och-Teatru, co by jej Pani powiedziała?

Przyjdźcie. Nigdy, niezależnie do tego jaki spektakl wybierzecie, nie wyjdziecie z niczym.

W marcu br. w Teatrze Polonia w Warszawie miała miejsce premiera spektaklu “Zapiski z wygnania” na podstawie książki Sabiny Baral. Treść książki to mocne oskarżenie nie tylko PRL. Czy wracając do tych czasów miała Pani jakąś swoją granicę kompromisu w PRL-u?

Każdy z nas miał, bo żyliśmy w tamtej Polsce, gdzie bez kompromisów codziennych nie dałoby się żyć. Ale nie wstydzę się ani jednego zdania wypowiedzianego przeze mnie ze sceny i z ekranu w repertuarze współczesnym, dotykającym rzeczywistości. Role i treści, pod którymi nie mogłabym się podpisać, odrzucałam.

Zdradzi nam Pani najbliższe plany zawodowe na przyszłość?

Z przyjemnością. Przed chwilą w Teatrze Polonia odbyła się premiera reżyserowanego przeze mnie spektaklu “Mój pierwszy raz” na podstawie strony internetowej na temat seksu, pierwszego razu, za chwilę “Krzesła” Ionesco w reżyserii Piotra Cieplaka, “Osy” Wyrypajewa, “Stowarzyszenie umarłych poetów” w reżyserii Piotra Ratajczaka, “Osiem kobiet” (reż. Adam Sajnuk) oraz spektakl “Almodovaria” z piosenkami z filmów Almodovara. W tym sezonie w sumie dodajemy osiem premier do naszych liczących 60 pozycji repertuarowych teatrów. Ja gram stale osiem swoich ról – w Warszawie i w Polsce, a są to role w spektaklach: “Shirley Valentine”, “32 omdlenia”, “Danuta W.”, “Matki i synowie”, “Weekend z R.”, “Pomoc domowa”, “Zapiski z wygnania” i jeszcze czasem “Biała bluzka”.

Dziękuję za przemiłą rozmowę i mam nadzieję, że do zobaczenia.

Dziękuję Panu. Do zobaczenia.